sobota, 25 marca 2017

Odpowiedzi na wasze pytania

 Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z odpowiedziami na Wasze pytania! Było ich mało, bo zaledwie 5!
Więc, post będzie dosyć KRÓTKI. No, ale nic poradzić, że mój blog jest tak mało znany xd

1. Twoja największa pasja?
Myślę, że pisanie. No chyba, że liczy się granie w Simsy. Ah i czytanie książek. Jednak pisanie to odpowiedź na to pytanie. Tak, zdecydowanie. PISANIE.

2.Twój ulubiony serial?
Kiedyś zapewne odpowiedziałabym Violetta, a jeszcze bardziej kiedyś Hannah Montana. I chociaż wciąż mam sentyment do tych seriali. (wczoraj była 11 rocznica hannah montana, ale ciii). Teraz jednak moimi ulubionymi serialami są PLL i Riverdale. Uwielbiam je i czerpię z nich inspiracje na dalsze rozdziały. Black Rainbow już nawet zauważyła, że uwielbiam Riverdale.

3. Twój ulubiony aktor?
PAUL WALKER, który jest doskonałym aktorem [*] Leonardo DiCaprio, którego znają chyba wszyscy,i który także jest genialnym aktorem! Teraz jednak ogladając Riverdale, bardzo polubiłam Cole'a Sprouse, ale myślę, że jeszcze nie mogę go tutaj zaliczyć ;)

4. Masz snapa? ( możesz podać *-* )
Nie mam, między innymi, że mój telefon jest zbyt słaby na taką aplikację. Jak to Samsung z resztą.
Jest tak samo, że nie działają na nim NAWET filtry. Ale gdy będę miała snapa, to powiadomię was o tym ;)

TO TYLE NA DZISIAJ. ZACZĘŁAM ROZDZIAŁ 9, więc Black Rainbow jeśli chcesz mi pomóc z tym rozdziałem, to proszę przyjmij moje zaproszenie na Hangouts. Myślę, że to tyle :)
BAAAJ
/ja

niedziela, 19 marca 2017

Chapter 8

                                                                                     
 Wieczorem, w swoim ogromnym pokoju, który prawie na każdym progu miał kwiaty, siedziała Betty. Skulona blondynka szlochała na swoim idealnie wyścielonym łóżku. Poduszki otulały jej drobne ciało. Cała drżała. Łzy spokojnie spływały po jej polikach. Starała się nie cierpieć. Naprawdę. Serce wciąż wygrywało walkę z rozumem.
 - Możemy porozmawiać? - cichy szmer wydobywa się z ust jakiejś osoby. Betty podnosząc głowę, od razu zauważyła długie nogi matki. Miała ochotę zignorować ją, ale wie, że nie może tak dłużej tego ciągnąć. Swoje wszystkie uczucia, zażalenia i smutki, trzyma w sobie. Miała ochotę wykrzyczeć całemu światu, to jak cierpi. Być rozgrzeszona i spokojnie prowadzić swoje życie. Od zaginięcia jednego z synów Prester'ów i ucieczki Natalie, tak jakby złamał się pod nią lód. Ona czuła się jakby do niego wpadała i wciąż tonęła. 
 - Odezwij się do mnie. - jej głos nie był radosny jak zwykle. Był pozbyty jakichkolwiek uczuć. 
 - Gdzie jest Natalie? - odwraca się. Łzy, które napływały jej co chwila do oczu, uniemożliwiały widok na matkę. Z jednej strony to bardzo dobrze. - Wiecie, gdzie ona jest. 
 Ona jedynie pokręciła głową i spojrzała wprost w jej oczy. Tak jakby próbowała wyszukać, czy mówi to naprawdę. 
 - Mów! -  głos odbijał się jak echo, w pokoju pełnym przeróżnych kwiatków.  Głębił się w głowie, a ona czuła jak w tym momencie, ktoś zawiązuje sznur na  gardle. Momentalne duszenie i trudne wzięcie oddechu. Pomocy!

Kolejne łzy, kolejny stłumiony krzyk, kolejne cierpienie, kolejne nieprzespane noce, kolejne skruszone serce.  To wszystko spowodowały dwa słowa smutnych lekarzy. Czy oni naprawdę stracili dwie córki?                                                                                                                                            ktoś

Siedząca wygodnie na krześle, Caitlyn co chwila sprawdzała godzinę na zegarku, który wisiał na ścianie, tuż za nauczycielką matematyki. Zniecierpliwiona czekała na wybicie godziny, dzięki której wreszcie mogła skierować się do domu.  Jej rozmyślenia, momentalnie zagłuszył dziwny sygnał.
- Oh, przepraszam. - nauczycielka szybko podeszła do torebki, w której zaczęła coś grzebać. Zapewne poszukiwała swojego telefonu.  Co za wstyd. Caitlyn ponownie spojrzała na zegarek. 15 minut.
 - O mój Boże. - momentalnie każdy uczeń podniósł głowę znad zeszytu i spojrzał na wystraszoną nauczycielkę, która jedną dłonią zasłaniała usta. Telefon wypadł jej z dłoni, a ona wpatrywała się w podłogę.
 - Drogie dzieci, kochane. - szepnęła. W sali było tak cicho, że z łatwością, każdy wszystko słyszał. Jeden chłopak podbiegł w stronę nauczycielki, ta jedynie odesłała go do ławki. - Betty nie żyje.


~~~~~~~~~~
Kolejny krótki
Chciałam zrobić zwrot akcji
Ale nie aż taki xdd
Black Rainbow, nie mogę cię znaleźć na Hangouts :'(
MAM NADZIEJĘ, ŻE CZYTALIŚCIE Z MUZYKĄ. KLIKNIJCIE NA SHAKESPEAR'A
/ja








Q&A

Jak wiecie, kompletnie nie mam weny na kolejny rozdział. Co prawda go zaczęłam, ale ciiii. Postanowiłam więc, że pod tym postem możecie zadać i pytania, a ja wam przy najbliższej okazji na nie odpowiem.
/ja

czwartek, 16 marca 2017

Chapter 7

                                                   3 TYGODNIE PÓŹNIEJ:                 
Strach - rzecz, która tkwi w każdym z nas. Jest jak zejście do piwnicy pełnej szczurów i myszy. Jako dzieci baliśmy się panicznie ciemności i potworów pod łóżkami.  Modliliśmy się o ranek, by zniknęły. Jednak tak naprawdę one nigdy nie odejdą. Każdy z nich zostanie w nas i będzie straszył nasz umysł, ciało każdego wieczoru. Jako dzieci biegliśmy do rodziców przestraszeni. Jednak co mamy poczynić teraz, kiedy jesteśmy starsi, a u naszego boku już ich nie ma? Nic.
  Jednak w naszym mieście jest jedno miejsce, którego boi się dosłownie każde dziecko.  A mianowicie Rezydencja Prester'ów. Ogrodzona czarnym błotem, który obrosły rośliny. Ich dom wygląda jak ta piwnica pełna szczurów i myszy. Nie wiesz co cię tam czeka. Dobroć czy może wręcz przeciwnie? Presterzy to rodzina pełna tajemnic i niespodzianek. Potrafią zaskoczyć w każdym calu. 30 września stała się tragedia. Zaginął ich syn. Od tamtej chwili Presterzy wpadli w popłoch. Przestali być idealną dziewczyną, a każdy we Frostop zaczął się ich bać. Siostra zaginionego złamała się. Przestała się kontrolować. Zapewne każdy wie jak skończyła. Psychiatryk. 
 Poznaliście rodzinę Prester, jednak co ze mną? Czy mam rodzinę? Rodzi się wiele  pytań, na które ja teraz niestety nie mogę odpowiedzieć. Przykro mi.

Rodzina Leaster  lekko załamała się po zaginięciu jednego z synów Presterów. Mianowicie, ich córka zakochała się w zaginionym. Gdy dowiedziała się o tym popadła w szał. Do tej pory nie wiadomo co się z nią stało. Nie widziano jej od tygodnia w naszym miasteczku. Powstawały różne kłamstwa na ten temat, jednak ja mam swoją wersję. Po prostu wyjechała, nie mogąc wytrzymać tak dużej presji, która ją już przerastała. Dosyć realne. Najbardziej realne z tych wszystkich, które spotkałem. Naprawdę żal mi  rodzinę Leaster. Nie dość, że jedna córka nienawidzi swoich rodziców, to druga zaginęła. Najserdeczniejsze pozdrowienie.
                                                                                                              KTOŚ

  
Spojrzała mu w oczy i westchnęła. Ich miłość była zakazana. Poprawiła swój wiszący kosmyk włosów i przetarła chusteczką oczy. Łzy przez cały czas leciały jej po policzkach. Nie mogła przestać szlochać.
 - Nie możemy być razem. Moi rodzice mi zakazują. Przepraszam. - szepnęła. Odepchnęła go od siebie i uciekła z restauracji. On chciał o nią walczyć, ale ona nie chciała stracić rodziny. Była bardziej warta niż on. Słyszała stukot swoich szpilek o chodnik. Tak bardzo cierpiała. Po chwili poczuła jak wpada na kogoś. Ujrzała te brązowe włosy. Oh, to Caitlyn. Najlepiej zignorowałaby ją, jednak zaczęła coś mówić.
 - Przykro mi z powodu twojej siostry. - westchnęła ze smutkiem w głosie i przewiesiła torbę przez ramię. Teraz każdy mówił o Natalie we Frostop o tym plotkował. Miała tego dosyć. Nie dała rady słyszeć jej imienia ze strony rodziców czy kogokolwiek. To ona zmarnowała jej związek z Tomem i doniosła na matkę oraz ojca.
 - Daruj sobie. - prychnęła i dumnym krokiem odeszła od zawiedzionej Caitlyn.



~~~~~~~~~~~~~~~
Dzisiejszy rozdział jest dosyć KRÓTKI!
No, ale jakoś takoś wyszło
Nic nie poradzę, że nie mam weny.
Po prostu odeszła.
No, to tyle.
Bye
/ja







piątek, 10 marca 2017

Chapter 6

CAITLYN
  Westchnęłam i chwiejnym krokiem weszłam do szkoły. Skierowana do szatni, o mało nie potknęłam się o nogę jednej blondynki. Odwróciłam się w jej stronę i rzuciłam ostre spojrzenie pełne pogardy w jej niebieskie oczy. Chwila. O, nie. To ona. Szybko odeszłam. To Betty z przedszkola. Podstawiła mi nogę, bo nie przyszłam? Mści się? O taką głupotę? To bardzo głupie i nieprzyzwoite z jej strony. Zdjęłam mój czarny płaszcz i komin w granatowym kolorze. Poprawiłam włosy i skierowałam się do sali, w której miała się odbyć lekcja chemii. Zawsze uwielbiałam ten przedmiot i cieszę się, że przez te 45 minut mogę robić to co lubię. Zasiadłam w pierwszej ławce i zaczęłam wyjmować książki. Usłyszałam głośny dźwięk dzwonka. Wyprostowałam się, po czym mogłam się skupić na lekcji. 

wtorek, 7 marca 2017

Chapter 5

BETTY
Poprawiłam moje długie, złociste blond włosy i nałożyłam na stopy czarne buty na obcasie. Podeszłam do lustra stojącego w przedpokoju i popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądam jak zwykle elegancko i pięknie. Skierowałam się po mój płaszcz i ruszyłam do wyjścia z domu. Z zewnątrz wyglądam jak nauczona kultury kobieta, jednak w środku jestem kimś innym.  Inaczej nie szłabym teraz na randkę z moim guwernantem, bez wiedzy rodziców.  Jest naprawdę przystojny i ignoruję to, że ma 23 lata. Posiada ogromną wiedzę, a gdy był w moim wieku startował do Złotej Korony. Złota Korona to nagroda, dzięki której dostajesz stypendium na najlepsze studia i przez lata jesteś wychwalany przez wszystkich. W naszym mieście panuje to już dobre 10 lat. Natalie - moja starsza siostra, która jest na każdym kroku zachwalana przez moich rodziców, nigdy jej nie wygrała. Miała świetne prace na Koronę, jednak nigdy jej się nie udało.
  Ruszyłam przed siebie i skierowałam się do kawiarni, gdzie miałam się z nim spotkać. Skręciłam w uliczkę i rozejrzałam się. Przechodziłam tuż obok szpitala mojej matki. Bardzo kocha swoją pracę. W przyszłości chce, żebym także pracowała jako lekarz, jednak mój ojciec trzyma się innego zdania. Kim chcę ja zostać? Odpowiedź na to pytanie jest w miarę prosta. Najlepszą dziennikarką New York Times. Wiąże się z tym przeprowadzka i wiele innych spraw, ale za tę posadę oddałabym wszystko. Póki się obejrzałam, stałam przed kawiarnią. Weszłam do środka i  momentalnie poczułam zapach cynamonu, który unosił się w powietrzu. Usiadłam przy najbliższym stoliku i powiesiłam płaszcz. Wzięłam do ręki menu z polecanymi napojami. Do stolika podeszła młoda, uśmiechnięta kobieta. Zamówiłam kawę, a ona zadowolona odeszła. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Podłoga była drewniana, a na ścianach widniały jakieś zdjęcia. Było tutaj naprawdę przytulnie. Na pewno nie raz tutaj zajrzę ponownie. Westchnęłam i wyjęłam z torebki mój telefon. Jest 14:38, a z Tomem umówiłam się na 14. Z tego co pamiętam, on nigdy się nie spóźniał. Dzisiejsze spotkanie to wyjątek. Po chwili, zauważam idącą w moim kierunku osobę. To Tom. Ubrany był w granatową koszulę i zwykłe jeansy.
 - Przepraszam za spóźnienie. Były straszne korki. - westchnął zawiedziony i ucałował mnie w policzek. Usiadł i zaczął przeglądać Menu. Zamówił Cappuccino po czym spojrzał wprost w moje oczy.  
 - Chciałabym o nas porozmawiać. - zaczęłam - O ile słowo "nas" istnieje. 
Moje ręce zaczęły się dziwnie trząść. Bardzo stresowałam się tym spotkaniem. Wpatrywałam się w jego oczy, które zupełnie nie zdradzały żadnych emocji. Były jak zawsze wyraziste, niebieskie. Położył dłoń na stole, po czym splątał nasze palce razem. Słyszałam jak przełykał głośno ślinę.
 - Jesteś taka śliczna, Betty - dotknął koniuszkiem palca mój policzek, a przez moje całe ciało przeszedł dreszcz. Jego dotyk działał na mnie skrajne emocje. - Pragnę z tobą być. Proszę, nie mów nic dla swoich rodziców. 
 - Obiecuję, że nic im nie powiem. - szepnęłam. On jedynie wstał i położył pieniądze na stół. Kobieta dopiero co niosła dwie filiżanki kawy, a Tom już wychodził.
 - Wypijesz za mnie. - pocałował mnie mocno w usta i uśmiechnięty wyszedł. Nie wiedział jednak, że ktoś ich obserwował...

 Uśmiechnięta weszłam do domu i zdjęłam obcasy. Panowała wielka cisza, co nie bywa zbyt często w tym budynku. Na sofie zauważyłam drętwo siedzących rodziców, obok których stała moja siostra - Natalie. Nie mogłam nic wyczytać, po ich minach. Odwrócili się w moją stronę. Matka miała włosy w nieładzie, a krawat ojca był nieco zgnieciony. Natalie jednak była - jak zwykle - perfekcyjnie ubrana. Granatowa spódniczka do kolan i biała bluzka z kołnierzykiem. Jej czarne jak węgiel włosy były idealnie wyprostowane. 
 - Coś się stało? - zapytałam. Usłyszałam głośne obgryzanie paznokci przez matkę. Stresowała się. Zawsze to robiła, gdy była w trudnej, stresującej dla niej sytuacji. 
 - Natalie wszystko widziała. - zaczął ojciec - Spotkałaś się z Tomem i całowałaś się z nim. 
Jego głos był spokojny. Przymknęłam oczy, a po moich policzkach spływały łzy. Boję się. Będzie źle, naprawdę źle.  
 - Powiadomiliśmy już go o tym, że go zwalniamy. - oznajmiła moja matka. Wstała i wpatrywała się w ojca. - A ciebie wyślemy do normalnego liceum. Koniec z domowym nauczaniem.  
Gdy tylko usłyszałam te słowa, zamarłam. Od podstawówki mam domowe nauczanie. I tak po prostu teraz wysyłają mnie do liceum? 
  - Nie możecie. - wycedziłam. Jedyne co usłyszałam z ich strony to głośny, ironiczny śmiech. 
 - Możemy. - odezwała się matka i odeszła. Zostawiła mnie kompletnie zszokowaną. Nienawidzę ich. 

~~~~~~~~~~`
Jest to rozdział napisany jako Betty
Bo historia jest o Betty i Caitlyn
Tak mi się spodobała postać Betty, że postanowiłam ją tu wplątać 
I będzie jedną z głównym bohaterów
To tyle
Jak widzicie rozdział jest troszkę dłuższy od poprzedniego
To tyle
Całuski
/ja









sobota, 4 marca 2017

Chapter 4

Zdziwiona wpatrywałam się w ekran telefonu. Nie spodziewałam się, że mi odpisze. Na dodatek zaprosiła mnie do siebie. Westchnęłam po czym schowałam telefon do kieszeni moich spodni. Nie wiem, czy zrobiłam dobrze pisząc do niej jakiś czas temu. Żałuję podjętej przeze mnie wtedy decyzji.  Cała obolała ruszyłam przed siebie.
 Nastała jesień, a w naszym mieście pojawiły się różnobarwne liście, które fruwają wszędzie. Poczułam lekki podmuch wiatru. Usiadłam na ławce i wyciągnęłam batonika z kieszonki mojej jeansowej kurtki. Rozejrzałam się po czym zauważyłam leżącą na chodniku gazetę. Biorąc ją, w oczy rzucił mi się  ogromny napis.

            ZAGINIONA SIEDEMNASTOLATKA - CAITLYN BROWELLER.

Pod nagłówkiem widniało moje  zdjęcie. Byłam uśmiechnięta, a moje włosy były związane w kucyk. Otworzyłam gazetę na 6 stronie, po czym zawzięciem zaczęłam czytać. Z każdym kolejnym słowem, coraz bardziej chciało mi się płakać. Wpatrywałam się w zdanie, które wypowiedziane było przez moją matkę. Czytam je po raz dwudziesty i nie mogę przestać. "Tęsknie, za tobą córciu. Proszę, wróć."  Ona za mną tęskni. Chce, żebym wróciła. Może mnie nawet potrzebuje? Poczułam, jak samotna łza spływa po moim policzku. Byłam cała brudna, zaniedbana. Powinnam wrócić?

Wpatrzona przed siebie szłam nie zważając na nikogo, ani na nic. Wygładziłam spodnie i założyłam włosy za uszy. Przechodziłam przez jezdnię. Czas płyną nieubłagalnie długo. Rozejrzałam się, gdy byłam tuż na środku ulicy, po czym ujrzałam oślepiające mnie światła samochodu. Jedyne co pamiętałam to ból w okolicach moich żeber i nóg oraz krzyki innych. Nie widziałam nic.

Otworzyłam oczy. Leżałam w łóżku szpitalnym. Wędrowałam wzrokiem po białym pomieszczeniu, po czym oparłam głowę o poduszkę. Co ja tu robię? Co się stało? Nie pamiętam kompletnie nic. Po chwili jakieś rolety odsłoniły się, a za nimi ujrzałam uśmiechniętą, czarnoskórą kobietę. Była w białym fartuchu lekarskim, a obok niej stał wysoki mężczyzna z brodą. Moment...to mój ojciec. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wszedł, po czym uścisnął mnie. Poczułam zapach jego ulubionych perfum. Spojrzał na mnie, a następnie zaszkliły mu się oczy. Wpatrzony we mnie, nie mógł powstrzymać płaczu. Zmartwiony schował głowę w moje włosy i mocno mnie ścisnął. Tęskniłam za nim.

Otworzyłam oczy. Poczułam mocny ból w okolicach pleców.  Znajdywałam się w małym, białym pomieszczeniu. Po mojej prawej stronie stała szufladka, a na niej kwiatek. Ruszyłam moimi palcami. Wciąż nie wiedziałam co się stało, że się tu znajduje. Jedyne co pamiętam, jest to że dostałam wiadomość od Betty. Reszta tak jakby zniknęła...
 - Jest tu. - małe drzwi się otworzyły, a za nimi stała moja matka. Widziałam jej bladą twarz oraz dużą opuchliznę pod oczami, prawdopodobnie od płaczu. Podeszła do mnie, po czym mocno przytuliła.
- Gdzie tata? - pytam cicho, a ona zamiera. Cofa się, patrząc na mnie. W mojej głowie słyszę głośny szum. Wspomnienie z tamtej nocy, kiedy ujrzałam ojca i dzień, w którym matka oznajmiła mi, że jest w więzieniu... Przyszedł do mnie? Ale jak? To niemożliwe. Nic nie rozumiem.
- Tata jest w więzieniu, córciu. Zapomniałaś? - zmarszczyła brwi i spojrzała na mnie nie porozumiewawczo. Zaczęłam szybciej oddychać. Czy to był sen?  Nie wiem nic, chcę wyjaśnień!
- Był tutaj, przytulił mnie! Przysięgam! Przyszedł! Na prawdę! - krzyczałam. Krew w moich żyłach mocno pulsowała, a ja zrobiłam się  cała zaczerwieniona na twarzy. Czułam złość, gniew, smutek...emocje skumulowały się ze sobą i czułam, że zaraz wybuchną. Że ja zaraz wybuchnę.
 - To niemożliwe. Byłaś w śpiączce dwa tygodnie, a ojciec jest w więzieniu. To musiał być twój sen.
Poczułam jej dłoń na mojej. Uspokajała mnie, a ja czułam się przy niej bezpiecznie. Pierwszy raz od jakiegoś czasu. Żałuję, że uciekłam, że ją zostawiłam. 

~~~~~~~~~~~~
To jest jakaś kupa.
No przepraszam, ale...to jest serio jakaś kupa xd
Nie dość, że rozdział jest krótki to zwalony.
Ehhhh....
Okej, do 5.
/ja 





Obserwatorzy