niedziela, 19 marca 2017

Chapter 8

                                                                                     
 Wieczorem, w swoim ogromnym pokoju, który prawie na każdym progu miał kwiaty, siedziała Betty. Skulona blondynka szlochała na swoim idealnie wyścielonym łóżku. Poduszki otulały jej drobne ciało. Cała drżała. Łzy spokojnie spływały po jej polikach. Starała się nie cierpieć. Naprawdę. Serce wciąż wygrywało walkę z rozumem.
 - Możemy porozmawiać? - cichy szmer wydobywa się z ust jakiejś osoby. Betty podnosząc głowę, od razu zauważyła długie nogi matki. Miała ochotę zignorować ją, ale wie, że nie może tak dłużej tego ciągnąć. Swoje wszystkie uczucia, zażalenia i smutki, trzyma w sobie. Miała ochotę wykrzyczeć całemu światu, to jak cierpi. Być rozgrzeszona i spokojnie prowadzić swoje życie. Od zaginięcia jednego z synów Prester'ów i ucieczki Natalie, tak jakby złamał się pod nią lód. Ona czuła się jakby do niego wpadała i wciąż tonęła. 
 - Odezwij się do mnie. - jej głos nie był radosny jak zwykle. Był pozbyty jakichkolwiek uczuć. 
 - Gdzie jest Natalie? - odwraca się. Łzy, które napływały jej co chwila do oczu, uniemożliwiały widok na matkę. Z jednej strony to bardzo dobrze. - Wiecie, gdzie ona jest. 
 Ona jedynie pokręciła głową i spojrzała wprost w jej oczy. Tak jakby próbowała wyszukać, czy mówi to naprawdę. 
 - Mów! -  głos odbijał się jak echo, w pokoju pełnym przeróżnych kwiatków.  Głębił się w głowie, a ona czuła jak w tym momencie, ktoś zawiązuje sznur na  gardle. Momentalne duszenie i trudne wzięcie oddechu. Pomocy!

Kolejne łzy, kolejny stłumiony krzyk, kolejne cierpienie, kolejne nieprzespane noce, kolejne skruszone serce.  To wszystko spowodowały dwa słowa smutnych lekarzy. Czy oni naprawdę stracili dwie córki?                                                                                                                                            ktoś

Siedząca wygodnie na krześle, Caitlyn co chwila sprawdzała godzinę na zegarku, który wisiał na ścianie, tuż za nauczycielką matematyki. Zniecierpliwiona czekała na wybicie godziny, dzięki której wreszcie mogła skierować się do domu.  Jej rozmyślenia, momentalnie zagłuszył dziwny sygnał.
- Oh, przepraszam. - nauczycielka szybko podeszła do torebki, w której zaczęła coś grzebać. Zapewne poszukiwała swojego telefonu.  Co za wstyd. Caitlyn ponownie spojrzała na zegarek. 15 minut.
 - O mój Boże. - momentalnie każdy uczeń podniósł głowę znad zeszytu i spojrzał na wystraszoną nauczycielkę, która jedną dłonią zasłaniała usta. Telefon wypadł jej z dłoni, a ona wpatrywała się w podłogę.
 - Drogie dzieci, kochane. - szepnęła. W sali było tak cicho, że z łatwością, każdy wszystko słyszał. Jeden chłopak podbiegł w stronę nauczycielki, ta jedynie odesłała go do ławki. - Betty nie żyje.


~~~~~~~~~~
Kolejny krótki
Chciałam zrobić zwrot akcji
Ale nie aż taki xdd
Black Rainbow, nie mogę cię znaleźć na Hangouts :'(
MAM NADZIEJĘ, ŻE CZYTALIŚCIE Z MUZYKĄ. KLIKNIJCIE NA SHAKESPEAR'A
/ja








3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Jak Betty nie żyje 😱
      Tak nie może być 😛
      Rozdział cudowny! 💞

      Jeśli chodzi o Hangouts to wpisz mój e-mail lodomas@interia.pl💗

      Czekam na next!

      Usuń
  2. Hejka!
    Rozdział super!
    Przepraszam, że tak krótko...


    Czekam na następny rozdział z niecierpliwością.

    Buziaki
    Miss Blueberry

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy